Teresa Tiszbierek - najważniejsza strażaczka w kraju


Pani wiceprezes jest nie tylko strażakiem zawodowym, ale i artystką, magistrem sztuki. Na zdjęciu - w otoczeniu swoich obrazów. (fot. Sławomir Mielnik)

Teresa Tiszbierek to wiceprezes Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej. Ma 30 lat, ukończyła 3 kierunki studiów dziennych: pedagogikę, sztukę (specjalność malarstwo, multimedia), politologię (specjalność samorządowo-ustrojowa, dziennikarska). Laureatka Nagrody Rektora Uniwersytetu Opolskiego i stypendystka Marszałka Województwa Opolskiego. W plebiscycie Nowej Trybuny Polskiej Strażak Roku zdobyła III miejsce.

Rozmowa z Teresą Tiszbierek, wiceprezes Zarządu Głównego Związku Ochotniczych Straży Pożarnych Rzeczypospolitej Polskiej.

- W dzieciństwie bawiła się pani zapałkami, a może wozami strażackimi?
- Kiedyś kapcie sobie spaliłam, ale byłam wtedy bardzo mała... Laki? Miałam lalki, dużo lalek, lubiłam je ubierać. Poza tym zawsze chętnie malowałam i rysowałam, jak przystało na dziewczynkę. Mój ojciec był strażakiem ochotniczej straży pożarnej, kiedy zmarł, to po paru tygodniach w remizie miało się odbyć kolejne strażackie zebranie, pan Bronek, przyjaciel mojego ojca, powiedział: - Tereska, chodź, posiedzisz z nami. Poszłam i tak już zostałam. Miałam szczęście w życiu do dobrych ludzi, którzy stawali na mojej drodze jak drogowskazy...

- Dlaczego w ochotniczych strażach pożarnych jest teraz dużo kobiet, biorą udział w akcjach, za to w zawodowej straży - jakoś ich nie wydać w akcji?
- Na Opolszczyźnie faktycznie tak jest: w drużynach OSP dziewczyn jest coraz więcej, bo chłopcy i mężczyźni wyjeżdżają za granicę. A dziewczyny częściej biorą udział w szkoleniach oraz są coraz bardziej aktywne i chętne do działania: sprawiają bez problemu linię gaśniczą, obsługują rozdzielacz, zajmują stanowiska gaśnicze, obsługują sprzęt ratownictwa technicznego i wykonują wiele innych czynności. O każdej z nich można by napisać dobry artykuł. Dziś kobiet w opolskich OSP jest ponad 7 procent - najwięcej w kraju! - średnia krajowa to 5%. Sądzę, że jest ich w rzeczywistości jeszcze więcej, tylko jakoś nie są wykazywane. Moje koleżanki po fachu, które - wprawdzie nie w opolskiej straży, ale innych jednostkach w kraju - pracują "na pierwszej linii ognia", w systemie zmianowym 24-godzinnym, jeżdżą do zdarzeń. Ale i skarżą się, że ich dowódcy ciągle dążą do zmienienia im pracy na system 8-godzinny, co by znaczyło, że już nie będą jeździć do akcji. I nie mają ku temu merytorycznych powodów, ale po prostu - uważają, że tak będzie dla nich lepiej.

- Chcą uszczęśliwić na siłę?
- Najwyraźniej tak i kierują się przy tym niemądrymi stereotypami. A przecież strażaczki są równie dobrze wykształcone jak strażacy, bo żeby brać udział w jakichkolwiek akcjach, muszą spełnić dokładnie te same wymagania co mężczyźni. No i w pewnych sytuacjach, na przykład przy udzielaniu pierwszej pomocy osobom poszkodowanym, mają ku temu większe predyspozycje chociażby psychologiczne, z uwagi na charakterystyczną dla kobiet empatię. Kobiety wcale nie chcą nikomu udowadniać, że są silniejsze, jedynie chyba samym sobie, że dają radę.


Teresa Tiszbierek, jak trzeba, to i pod wodę zejdzie.

- A pani gasi pożary?
- Jako członek mojej OSP w Zalesiu Śląskim, bo wciąż jestem członkiem czynnym i skarbnikiem w tej OSP, gaszę, jeśli tylko mam okazję - niestety już coraz rzadziej. Zawsze, gdy jestem w domu i słyszę syrenę alarmową, zakładam umundurowanie specjalne, przeznaczone do udziału w akcji, i walczę.

- Największy ogień, jaki pani gasiła?
- Gasiłam stodoły, lasy, poszycia, trawy. Ale najbardziej pamiętam pierwszy pożar, który zdecydowałam się gasić - bo wtedy walczyłam najpierw sama ze sobą: mogę czy nie? Paliło się w gospodarstwie sąsiadów. Byłam już wtedy członkiem OSP, posiadałam niezbędne przeszkolenie, ale też i słyszałam od kolegów: - Ty, Tereska, kronikę prowadź, bo ładnie rysujesz. Składki zbieraj! Młodzieżą się zaopiekuj! Tu twoje miejsce. Więc z okna patrzyłam na akcję gaśniczą i długo się zastanawiałam: - Czy tam jest moje miejsce, czy tylko przy kronice? Podjęłam szybką i trafną decyzję. Bez zdziwienia podano mi mundur, gasiłam na równi z innymi. Gdy przyjechał wóz Państwowej Straży Pożarnej, było już po akcji, a strażacy spojrzeli na mnie i z podziwem pokiwali głowami. I tak się przemogłam.

- Łatwo było podjąć decyzję o zawodzie strażaka?
- Jeszcze na studiach chciałam uczyć dzieci plastyki, chciałam wykonywać wiele innych zawodów, ale jednocześnie wciąż byłam strażaczką, robiłam kolejne kursy: szeregowców, operatorów sprzętu, naczelników, dowódców itp. Zrozumiałam, że skoro nie rezygnuję z OSP, to znaczy, że zawód stażaka też jest dla mnie najlepszy i że podołam. Po studiach złożyłam papiery do Komendy Wojewódzkiej Państwowej Straży Pożarnej, po roku mnie przyjęli.

- Trzeba było aż rok czekać?
- Tak, ale ja się nie nudziłam, robiłam kolejne kursy, szkolenia i po roku było wolne miejsce. Obecnie pracuję jako instruktor ratownictwa medycznego, wykładowca z organizacyjno-prawnych podstaw służby w PSP oraz psychologii.

- A w OSP jest pani prawą ręką Waldemara Pawlaka...
- Naprawdę tak o mnie mówią?

- Naprawdę!
- Prezes Zarządu Głównego Związku OSP Waldemar Pawlak stawia na ludzi młodych, otwartych i chętnych do działania, tych, którzy się sprawdzili i o których wiedział, że są dyspozycyjni, że chcą coś zrobić. A ja taka jestem - nie mam jeszcze rodziny, więc na razie mogę poświęcić swój czas innym i go nie marnować. Pracowałam przy pisaniu projektów, aby zdobyć fundusze unijne na działalność ochotniczych straży pożarnych, nie było problemu z kolejnymi stawianymi mi zadaniami, nie krępowałam się wystąpień publicznych na sympozjach i komisjach europejskiej organizacji pożarniczej CTIF. Pracowałam, wiedząc, że te doświadczenia mnie rozwijają, ciągle sie uczę czegoś nowego. Więc gdy 30 września 2007 r. na Zjeździe Krajowym zaproponował mnie na swego zastępcę jako osobę odpowiedzialna za sprawy młodzieży, reprezentację kobiet we władzach, to byłam zaskoczona, a raczej zszokowana. Na szczęście nie spytano mnie o zdanie, bo pewnie bym odmówiła, ponieważ znam swoje miejsce w szeregu.

- I tak Opolanka została najważniejszą strażaczką w kraju.
- To jest ważne przede wszystkim dla województwa opolskiego. Wcześniej nigdy Opolszczyzna nie miała wiceprezesa.

- I wciąż jest pani skarbnikiem w swojej rodzimej OSP?
- Tak, co roku chodzę od domu do domu i egzekwuję od strażaków składki członkowskie. Stąd znam wszystkie problemy strażaków ochotników, sama nim jestem i mam z nimi bezpośredni kontakt, to świetna okazja, aby sobie z kolegami szczerze pogadać. To są wspaniali ludzie, wśród nich się wychowałam i oni mnie wszystkiego nauczyli.

- Potrafi pani ustawić kurtynę wodną, zbudować linię gaśniczą, obsłużyć rozdzielacz...?
- To są podstawowe czynności, które każda strażaczka potrafi, potrafimy jeszcze np.: obsługiwać defibrylator półautomatyczny, nożyco-rozpieraki, a także to, czego ostatnio się nauczyłam - wykonywać nurkowania głębokie, ponieważ tegoroczny urlop poświęciłam na zdobycie uprawnień płetwonurka...

- No właśnie. A co z rodziną?
- Cóż, nie mam jeszcze męża ani dzieci. To, jak na razie, dobrze, bo bez wyrzutów sumienia poświęcam swój czas społecznej pracy w OSP. Moja komisja przy Zarządzie Głównym opracowała i wprowadziła np. nowy program szkolenia dla młodzieży, regulamin specjalności. Zmieniłam też, dostosowując do nowego systemu szkolnictwa, Ogólnopolski Turniej Wiedzy Pożarniczej, tak aby mogli brać w nim udział najmłodsi. Zmodyfikowałam formułę obozów szkoleniowo-wypoczynkowych... Na to trzeba dużo czasu.

- Czy ewentualne założenie rodziny stałoby w opozycji do działalności w OSP?
- W wielu jednostkach OSP działają całe rodziny: mąż, żona, dzieci. To jest świetne rozwiązanie, bo i w domu można omówić wiele spraw strażackich, i na festyny czy spotkania w remizie przychodzą całe rodziny. Wtedy mąż czy żona nie są zazdrośni o pasję partnera, ale się wzajemnie wspierają. I dla straży to sama korzyść, bo co dwie osoby, to nie jedna, a młodym daje się dobry przykład. Więc życie pokaże - nie mam jeszcze przepisu na nie.

- A więc pani mąż powinien być strażakiem?
- Proszę tego nie pisać!

- Napiszę. Ale co się stało z pani pasją - malarstwem?
- Maluję. Nie pożary, choć na moich obrazach czasami ogień płonie, tylko pejzaże i martwą naturę w oleju, a portrety tylko w ołówku. Kocham zapach farb olejnych i terpentyny. Ale przede wszystkim jestem strażaczką.


Ewa Bilicka
Nowa Trybuna Polska
28 lipca 2008 roku